wtorek, 2 stycznia 2018

Najlepszy sylwester na którym byliśmy. Cedrowy Dworek.

Nastał nowy rok. Nowy 2018. Czas upływa jak szalony, nie wiadomo kiedy rok 2017 minął. Przecież nie tak dawno bawiliśmy się na sylwestra i witaliśmy 2017 rok, a wczoraj przywitaliśmy kolejny rok...
Ale, ale. Poszukiwania sylwestra zaczynam w połowie października, tak, aby 1 listopada mieć już wybranego sylwestra. Dla niektórych może szybko, ale dla mnie, jest to idealny moment. Bo od tego dnia, ja się sylwestrem nie denerwuję.

etsy.com
W tym roku zarezerwowaliśmy sylwestra na Żuławach, w Cedrach Wielkich w Cedrowym Dworku. O Cedrowym Dworku słyszałam nie raz i nie raz chciałam jechać, bo co jakiś czas organizują dni otwarte dla narzeczonych. Ale ciągle było za daleko, 60 km z domu, to spory kawałek. Ale nadarzyła się okazja.
Jak było? To był najlepszy sylwester na jakim byliśmy!
Jedzenie było przepyszne i po raz pierwszy, jako wegetarianka nie wyszłam z sylwestra (albo z wesela) głodna! Chłop Cyklop jadł, jak mówił przepyszne dania i wszystko mu smakowało, a najbardziej pierogi z dzika. Co do jednej potrawy byliśmy zgodni - brownie. Mmmm. Udało nam się także, na następny dzień, na śniadanie zjeść kawałek.


Początkowo, nie byliśmy zadowoleni, że zostaliśmy dołączeni do jednego wspólnego stołu. Później okazało się, że cały nasz stół, to były pojedyncze pary, więc na duszy zrobiło się trochę lepiej :) Ale jeszcze później, okazało się, że jakimś dziwnym trafem nawiązaliśmy nić porozumienia i w bardzo dobrym i miłym towarzystwie siedzieliśmy, rozmawialiśmy i tańczyliśmy. Co do tańca. No cóż... Parkiet na około 50 - 60 osób, był zdecydowanie za mały, gdy wyszło potańczyć 3/4 sali, to taniec tańca nie przypominał. Można było się jedynie bujać z nogi na nogę, o wymachach rąk można było jedynie pomarzyć. To jeden z dwóch minusów.
Drugi zadziałał się koło północy. Po godzinie 23, za parawanem obsługa zaczęła rozlewać wino musujące (parawan nie był wielki i osoby tańczące w pobliżu niego, widziały wszystko, także i my)  nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że było to... sowieckoje igristoje, najtańsze, najgorsze i sztucznie gazowane wino musujące, taki jabol wśród win musujących. Ale wodzierejowi, podano (niestety nie widzieliśmy nazwy) niebieską butelkę jakiegoś innego wina musującego. Czyli na pokaz podano inną butelkę. Dla tych co nie wiedzą - sowieckoje igristoje przed Sylwestrem w naszej Stokrotce można było kupić za 4,99zł. Najtańsze wino musujące w Lidlu można było kupić za 6,99 zł. Wiem, jest to różnica 2 zł na butelce, kartony widzieliśmy dwa, więc różnica robi się większa, ale to zawsze by wyglądało lepiej, niż butelka najtańszego wina musującego. Niesmak pozostał, na całe szczęście nie w buzi, bo nie skorzystaliśmy z lampki.
Wystrój jest bardzo ciekawy, to połączenie starego z nowym. Budynki gospodarstwa rolnego z początku XX wieku zaadaptowano na salę oraz na pokoje gościnne. Dobrane krzesła, dobrane obrusy tworzą klimat, w którym miło spędza się czas. Drewniane belki, które widać, nadgryzł ząb czasu są ciekawe - ocieplają wnętrze i ściany ze strych cegieł.
Ze śmiesznych sytuacji - jakie jest prawdopodobieństwo spotkania 60 km od domu kogoś znajomego? Prawie zerowe. Zaraz za naszymi plecami, siedział były kierownik Chłopa Cyklopa. Prawie zerowe? ;-)

Na Sylwestra, byliśmy po raz drugi świadkami zaręczyn. Dwa lata temu w Pucku też mieliśmy okazję w tym uczestniczyć. Nasze zdanie jest jednoznaczne. Nie! Nie! I jeszcze raz nie! Uważamy, że jest to tak osobista i intymna chwila, że warto ją spędzić tylko we dwoje. Po drugie, jest presja tłumu, nie wypada odpowiedzieć nie. I po trzecie, a gdyby jednak dziewczyna powiedziała nie? Niesmak, prawie jak po "szampanie", pozostałby. Ale, co trzeba przyznać, zaręczyny były lepiej zorganizowane, niż te sprzed dwóch lat.
Co jeszcze dobrego możemy powiedzieć?
Dobre nagłośnienie sali, owszem było głośno, w sali w której jedliśmy, ale jak kilkadziesiąt osób rozmawia na raz, to nie ma możliwości, zawsze będzie hałas.
I wydaje nam się, że sale były... aromatyzowane. Co jakiś czas był puszczany, najprawdopodobniej z klimatyzacji aromat. To dodawało jeszcze większego uroku i czuliśmy się jeszcze przyjemniej.
Cedrowy Dworek w 2015 roku otrzymał Certyfikat od Polskiego Związku Konsultantów Ślubnych, czyli dokonaliśmy najlepszego wyboru.
Polecamy, dwoma rękoma Cedrowy Dworek.


Zdjęcia pochodzą ze strony Cedrowego Dworku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz