piątek, 18 listopada 2016

Alternatywne Targi Ślubne w Sztuce Wyboru. Relacja

O pierwszej edycji Alternatywnych Targów Ślubnych pisałam Wam tutaj. Pojechałam, tym razem, pojechaliśmy w dwójkę, abym mogła porównać tą edycję, z edycją zimową.
I wiecie co? Drugie targi, to zawsze jest wielki sprawdzian, dla organizatorów. Na pierwsze przyjdą ludzie z ciekawości, ale na drugie, to już nie koniecznie.


Tym razem było trochę mniej ludzi. Mogło to być także spowodowane godziną odwiedzania. W środku także było mniej wystawców, ale przez to każdy z nich miał dużo więcej miejsca i swobody.
Były oczywiście suknie ślubne. Ale jednak co do sukni, to jestem tradycjonalistką. Podobają mi się suknie boho, ale sama bym ich nie ubrała do ślubu.
Pod jednym dachem Sztuki Wyboru, znalazło się dwóch bardzo dobrych fotografów, których prace bardzo lubię - Jacek Siwko i Kamila Piech.
Zachwyceni byliśmy cukiernią i jej słodkim stołem, ale chyba najbardziej zachwyciły nas jabłka, płatki jabłek, które przypominały różę.


Kolejny zachwyt, nie ostatni, to Edyta Kleist i jej muszki, poszetki i spinki. Choć jestem przeciwnikiem muchy, wielkim, ogromnym, to te muchy mi się podobały. Może dlatego, że były po prostu ładne, kolorowe, a nawet fluorostencyjne. Drewniane także, co sami widzicie.


I zachwyt nad którym piejemy. Obrączki, które można samemu zrobić. Para jedzie na warsztaty do Łodzi, stuka, puka młoteczkiem jubilerskim, rzeźbi, drąży w złocie pod okiem fachowca, czyli Magdaleny Paszkiewicz i powstają jedyne w swoim rodzaju obrączki. Pamiątka na całe, długie lata. Można później opowiadać dzieciom i wnukom, że te obrączki, to sami z dziadkiem wystukaliśmy :)


Uważamy, że dobór wystawców był bardzo dobry. Takich targów powinno być coraz więcej, aby pokazywać możliwość zrobienia ślubu ładnego, ciekawego i o którym daleka ciotka będzie długo opowiadać  :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz