poniedziałek, 7 września 2015

Salon sukien ślubnych Polska - recenzja programu.

O to jest! Polska wersja programu Say Yes to the dress. To że będzie ten program, wiedziałam już kilka miesięcy temu, kiedy były poszukiwane kandydatki.
Obejrzeliśmy trzy odcinki. Słowo, rzec trzeba. W celach informacyjnych, podążamy do mamy, prawie jak w latach siedemdziesiątych, gdy telewizor był jeden w bloku. (Jesteśmy szczęśliwymi nie posiadaczami czarnej skrzyni marzeń.) Zasiadamy i oglądamy program ślubny za programem.
Salon sukien ślubnych, podoba mi się. Dużo brakuje do oryginału, ale nigdy nie będziemy tak wyluzowani, otwarci ani odważni jak Amerykanki. Wzięcie do programu Stefano Terrazzino było dobrym posunięciem. Przyćmiewa konsultantki, próbuje wyciągnąć od rodziny pierwsze wrażenia, oraz staje po stronie panny młodej.
Panowie oglądajcie program!! Przyglądajcie się uważnie jak wygląda Stefano. I uczcie się, wzorujcie, naśladujcie. To mężczyzna, który jest bardzo dobrze ubrany :)
Jak widać po trzech odcinkach, panny młode wybierają sukienki princeski, bo chcą wyglądać tego dnia jak księżniczki. No cóż, ten model jest najczęściej wybieraną sukienką w Polsce, ale nie każda panna młoda dobrze w tym modelu wygląda. Wszystkie panny młode, które były w programie mają dość spory budżet na sukienkę. (Wśród moich koleżanek, nie spotkałam takiej, która miała budżet 6000 zł).
Brakuje mi w polskiej wersji polskich sukienek polskich projektantów.
Sam salon trochę przypomina studio, jest jakby zimny, sztuczny, czegoś mi w nim brakuje. Może brakuje mu, tak jak i Polkom, luzu? Co mnie jeszcze trochę denerwuje w polskiej wersji? Gwiazdy, celebryci. Po co w pierwszym odcinku Doda, która i tak nie wystąpi w tej sukience na swoim ślubie? Dla oglądalności? Nie lepiej powybierać dziewczyny z większym temperamentem, które trochę pomarudzą, powybrzydzają?
Myślę, chcę aby program bardziej się rozwinął, rozkręcił, aby przychodziły dziewczyny z różnymi budżetami, w różnym wieku, z różnymi problemami dotyczącymi sylwetki, które zostaną rozwiązane.
Programowi mówię "Yes". Do momentu, aż coś mnie w nim nie zdenerwuje albo nie znudzi.


1 komentarz:

  1. Też nie mamy telewizora - przybijam piątkę! :D
    Udział Dody w pierwszym odcinku bardziej zniechęcał niż zachęcał do oglądania - nie ukrywajmy ta pani lata popularności ma już (na szczęście) dawno za sobą. Jeśli TLC chce przyciągnąć widza musi stawiać na normalne panny młode, z przeciętnymi budżetami, z nieidealną figurą. Na takie które po prostu najbardziej będą przypominać każdą z nas :) Takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń